iPrzecinek.

wpisy z tagiem: film

harry baggins, czy bilbo potter? PLS NO!

2009.07.21, 11:14 (@510)

zupełnie przez przypadek trafiłem na niepokojącego newsa, dotyczącego filmu, na który pewnie czeka sporo osób. tak jak odliczane dni były do premiery władcy pierścieni, tak samo niebawem zacznie się pewnie wielkie odliczanie do pierwszego seansu hobbita. zdjęcia podobno mają wystartować niebawem.
czytaj więcej »

zapowiedź dochodzenia

2009.05.19, 01:26 (@101)

…czyli szybki update kącika filmowego :)
trochę czasu od projekcji minęło, ale ponieważ dawno nic się tu nie działo, postanowiłem przypomnieć sobie kilka faktów i sklecić kolejną niby-recenzję. czytaj więcej »

punisher vs. walkiria

2009.03.03, 02:33 (@148)

to nie nowy przebój marvela, ale blisko. dwa filmy w jeden wieczór, dawno tego nie było. heh, no i wciąż jestem myśli, iż szkoda na to wszystko czasu. po co robią takie filmy? hm, po kolei zatem.. czytaj więcej »

rock’n'rolla my ass.

2009.02.13, 22:41 (@987)

dawno nic nie było o filmach. bo w sumie dawno nic nie oglądałem. tak naprawdę wcale się temu nie dziwię – jak mam tracić czas na kręcone dziś chłamy – to lepiej nic nie oglądać..
dziś padło na nowy tytuł guy’a ritchi’ego: “rock’n'rolla”. tak, wiem, wszyscy lubimy “przekręt”, każdemu podobały się “porachunki”, jeśli jednak myślicie, że w nowym filmie zobaczycie coś podobnego – lepiej obejrzyjcie w zamian fakty albo jakiś ciekawy program na discovery. omg..
kocham ten moment, gdy film ma się skończyć, akcja jest napięta, nikt nie wie o co chodzi – i nagle okazuje się, że scenarzysta właśnie w tym momencie zaczął robić wszystko by skrypt zakończyć, bo sam się zamotał, albo po prostu skończyły mu się pomysły. nowy film ricziego daje takie wrażenie od samego początku. nie wiem, może jestem przygłupem, może jestem ignorantem, a może po prostu nie znam jakichś brytyjskich śmiesznych historyjek – i dlatego film do mnie nie przemówił.
jak ktoś chce obejrzeć ten tytuł, bo zwabiła go thandie newton – od razu polecam odpalić “gridlock’d”, jako cooky wypadła zabawniej.
taka sobie obsada [żeby nie być zbyt chamskim, powiedzmy: nie wykorzystana odpowiednio], historyjki i wątki wyciągane losowo z kapelusza, przesadzony akcent niektórych postaci, aaa, no i “łał” – arcyśmieszny epizod przystojnego boba i mr. one-two. ekstra. straciłem jakieś 114 minut życia. oglądacie na własne ryzyko.

jo sem netoperek

2008.10.17, 20:59 (@916)

wczoraj obejrzałem “mrocznego rycerza”. i dlatego, że “batman: początek” bardzo mi się podobał (poprzednie batmany nie były najwyższych lotów, no, może poza jedynką z nicholsonem, ale może to przez sentyment do filmów z czasów dzieciństwa), i ponieważ chciałem sprawdzić, co takiego jest w grze heatha ledgera, w końcu wszyscy tak ją zachwalali.
otóż.. film jak to film, moim zdaniem słabszy od “początku”, ale i tak lepszy od wcześniejszych batmanów. o ile pierwszy nietoperz z bale’em był całkiem, hmm, realistyczny – w rycerzu niestety ciut przegięli. no ale w końcu batman to bohater komiksowy.. troche fantazji/fantastyki musi być. produkcja trochę przydługawa, a jednocześnie ma się wrażenie, że sceny i wątki były zbyt krótkie i jakby pourywane. fajny, ale głowy z kaskiem nie urwało. co do gry heatha -wielkie hmm. najprawdopodobniej jestem ignorantem, może też i przygłupem, albo po prostu niepotrzebnie doszukiwałem się czegoś fascynującego w grze ledgera. i co? i każdy szanujący się aktor zagrałby podobnie. no ok, może nie jestem/nie byłem jakimś znawcą jego umiejętności i właśnie dlatego nie widzę “skoku jakościowego” albo wybitności w tym co zrobił. niby, że cudownie zagrał szaleńca? hmm, nie było nic ponadprogramowego.. dla mnie wcale nie wyglądał na człowieka, któremu rola “za bardzo” weszła w krew. no ale nie mówi się źle o zmarłych, więc koniec marudzenia. film można obejrzeć, rozrywkowo, jeśli tylko nie macie nic lepszego do roboty.